Dlaczego Blystudio? Bo marki potrzebują czegoś więcej niż jednej osoby.
Dlaczego Blystudio? Bo marki potrzebują czegoś więcej niż jednej osoby.

Ale nie byle jakich ludzi.
Nie chciałam tworzyć agencji „z pierwszej łapanki”, gdzie zbiera się przypadkowy zespół i klei projekty od linijki. Blystudio miało od początku działać inaczej. Chciałam zbudować miejsce, w którym pracują osoby mądre, doświadczone, odważne i – co najważniejsze – takie, które mają wartości podobne do moich.
Wierzę, że systemy są potrzebne – i w Blystudio mamy wypracowane procesy, które gwarantują standard każdej realizacji. Ale wierzę też, że system to nie wszystko. Każda marka, która do nas trafia, to osobna historia. Dlatego każdy projekt traktujemy indywidualnie, bez kopiowania schematów, bez odklejania kolejnych „takich samych” rozwiązań.
Dlaczego klienci odchodzą z topowych agencji?
Część moich obecnych Partnerów pracowała wcześniej w największych, topowych agencjach marketingowych w Polsce. Agencjach, które mają głośne nazwy, duże budżety i znane logo w portfolio.
I co mówią, kiedy do nas trafiają? Że tam byli traktowani jak numerek. Jak robaczki w wielkiej machinie. Projekt przechodził przez ręce kilku accountów, zmieniał się co chwilę opiekun, nikt nie znał ich marki naprawdę. Byli jednym z wielu – a nie kimś, kto ma realną historię do opowiedzenia.
To dla mnie nie do przyjęcia. W Blystudio nie ma klientów. Są tylko Partnerzy.
Partnerzy zamiast klientów
Nie lubię słowa „klient”. Jest zimne, transakcyjne, techniczne. Klient to ktoś, kto kupuje i znika. A Partner? Partner to ktoś, kto idzie z nami w drogę. Kto ufa nam na tyle, że pozwala nam pracować nad swoją marką, a my ufamy jemu, że razem zrobimy coś, co zostanie na lata.
W relacji partnerskiej nie chodzi o to, żeby „odhaczyć” projekt. Chodzi o to, żeby naprawdę zrozumieć człowieka i jego biznes. Bo marka to nie produkt, to nie kampania, to nie budżet mediowy. Marka to ludzie, emocje i historie, które chcą opowiadać.
Dlaczego Blystudio istnieje?
Bo potrzebowałam miejsca, w którym mogę połączyć to, co najlepsze z dwóch światów:
- profesjonalizm, procesy i systemy pracy, które gwarantują jakość,
- z ludzkim podejściem, autentycznością i prawdziwymi relacjami.
Nie wystarczała już sama Patty Kania – bo jedna osoba nie jest w stanie pomóc tylu markom, ilu chciałam. Ale to nie znaczy, że dziś w Blystudio zniknęła moja wizja. Wręcz przeciwnie – każdy projekt wciąż nosi w sobie cząstkę mnie. Tylko teraz robię to z zespołem ludzi, którzy są równie zaangażowani i którzy wierzą w to samo.
Dlaczego Blystudio istnieje?
Nie jesteśmy agencją „od wszystkiego”. Nie jesteśmy miejscem, gdzie traktuje się biznesy jak kolejne ticki w Excelu. Nie będziemy robić tego, co „wszyscy robią, bo działa”.
Jesteśmy dla tych, którzy chcą marki prawdziwej. Marki, która będzie czymś więcej niż zestawem reklam. Marki, która zostanie w pamięci, bo stoi za nią historia, wartości i ludzie.
I dlatego…
Blystudio powstało, bo wiedziałam, że marki zasługują na coś więcej niż bycie numerkiem w kolejce. Zasługują na ludzi, którzy traktują je jak Partnerów, a nie jak „kolejny projekt”. Zasługują na procesy, które gwarantują standard, ale i na serce, które daje im wyjątkowość.
Dlatego dziś mogę powiedzieć wprost: Nie klienci. Partnerzy. Bo razem budujemy coś trwałego.
Ale nie byle jakich ludzi.
Nie chciałam tworzyć agencji „z pierwszej łapanki”, gdzie zbiera się przypadkowy zespół i klei projekty od linijki. Blystudio miało od początku działać inaczej. Chciałam zbudować miejsce, w którym pracują osoby mądre, doświadczone, odważne i – co najważniejsze – takie, które mają wartości podobne do moich.
Wierzę, że systemy są potrzebne – i w Blystudio mamy wypracowane procesy, które gwarantują standard każdej realizacji. Ale wierzę też, że system to nie wszystko. Każda marka, która do nas trafia, to osobna historia. Dlatego każdy projekt traktujemy indywidualnie, bez kopiowania schematów, bez odklejania kolejnych „takich samych” rozwiązań.
Dlaczego klienci odchodzą z topowych agencji?
Część moich obecnych Partnerów pracowała wcześniej w największych, topowych agencjach marketingowych w Polsce. Agencjach, które mają głośne nazwy, duże budżety i znane logo w portfolio.
I co mówią, kiedy do nas trafiają? Że tam byli traktowani jak numerek. Jak robaczki w wielkiej machinie. Projekt przechodził przez ręce kilku accountów, zmieniał się co chwilę opiekun, nikt nie znał ich marki naprawdę. Byli jednym z wielu – a nie kimś, kto ma realną historię do opowiedzenia.
To dla mnie nie do przyjęcia. W Blystudio nie ma klientów. Są tylko Partnerzy.
Partnerzy zamiast klientów
Nie lubię słowa „klient”. Jest zimne, transakcyjne, techniczne. Klient to ktoś, kto kupuje i znika. A Partner? Partner to ktoś, kto idzie z nami w drogę. Kto ufa nam na tyle, że pozwala nam pracować nad swoją marką, a my ufamy jemu, że razem zrobimy coś, co zostanie na lata.
W relacji partnerskiej nie chodzi o to, żeby „odhaczyć” projekt. Chodzi o to, żeby naprawdę zrozumieć człowieka i jego biznes. Bo marka to nie produkt, to nie kampania, to nie budżet mediowy. Marka to ludzie, emocje i historie, które chcą opowiadać.
Dlaczego Blystudio istnieje?
Bo potrzebowałam miejsca, w którym mogę połączyć to, co najlepsze z dwóch światów:
- profesjonalizm, procesy i systemy pracy, które gwarantują jakość,
- z ludzkim podejściem, autentycznością i prawdziwymi relacjami.
Nie wystarczała już sama Patty Kania – bo jedna osoba nie jest w stanie pomóc tylu markom, ilu chciałam. Ale to nie znaczy, że dziś w Blystudio zniknęła moja wizja. Wręcz przeciwnie – każdy projekt wciąż nosi w sobie cząstkę mnie. Tylko teraz robię to z zespołem ludzi, którzy są równie zaangażowani i którzy wierzą w to samo.
Dlaczego Blystudio istnieje?
Nie jesteśmy agencją „od wszystkiego”. Nie jesteśmy miejscem, gdzie traktuje się biznesy jak kolejne ticki w Excelu. Nie będziemy robić tego, co „wszyscy robią, bo działa”.
Jesteśmy dla tych, którzy chcą marki prawdziwej. Marki, która będzie czymś więcej niż zestawem reklam. Marki, która zostanie w pamięci, bo stoi za nią historia, wartości i ludzie.
I dlatego…
Blystudio powstało, bo wiedziałam, że marki zasługują na coś więcej niż bycie numerkiem w kolejce. Zasługują na ludzi, którzy traktują je jak Partnerów, a nie jak „kolejny projekt”. Zasługują na procesy, które gwarantują standard, ale i na serce, które daje im wyjątkowość.
Dlatego dziś mogę powiedzieć wprost: Nie klienci. Partnerzy. Bo razem budujemy coś trwałego.



